Osiągnąć szczyt? Tak, ale za jaką cenę?

By October 20, 2015Blog, Felieton, Góry

Góry do zaliczenia

Pamiętam kilka lat temu zabrałem na wspólny wyjazd w Tatry rodzinę. Swoją i mojej obecnej żony. Jako, że jej rodzina z Tatrami niewiele miała do czynienia, postanowiłem zorganizować przewodnika na pierwsze dwie wycieczki. Pierwszego dnia wyruszyliśmy na trasę Rusinowa Polana – Polana pod Wołoszynem – Stara Roztoka – Palenica. Przy dobrej pogodzie jest to idealna trasa, żeby pokazać nowicjuszom piękno Tatr. Jedyną jej wadą jest powrót szosą do Palenicy.

Nasz przewodnik Łukasz choć wybrany dość losowo, okazał się świetny w swoim fachu. Podczas zejścia do Palenicy w rozmowie z nim rzuciłem hasło: “Ale jednak ten asfalt to za karę”. Usłyszawszy to idąca przed nami babcia z wnuczkiem odwróciła się i powiedziała: “No, ale zaliczyć trzeba. Tak jak giewont.” Wtedy obaj zareagowaliśmy trudnym do pohamowania wybuchem śmiechu. Ostatnio kiedy czytałem niesamowicie ciekawy wywiad z Reinholdem Messnerem przypomniałem sobie te słowa.

Góry zagubione

Dziś coraz więcej ludzi wędruje w góry żeby “odhaczyć” jakieś “osiągnięcie”, żeby przekonać siebie i innych że byli wstanie coś zaliczyć, nawet za cenę nieodwracalnego zniszczenia gór.  Bo przecież ich obchodzi tylko osiągnięcie celu. Same góry schodzą na drugi plan. Cel musi być znany, piękny i w jakiś sposób wyróżniający się – a jednocześnie zdobywcę, z szarego tłumu. Szosą do Morskiego Oka (najlepiej konno), zdobyć dwutysięcznik – najlepiej Beskid po wjechaniu kolejką na Kasprowy. Nie twierdzę, że czymś złym jest wejście gdzieś najłatwiejszą drogą, ale ważne jest żeby wejść samemu. Nie zostać wciągniętym na Everest przez szerpów, nie być wwiezionym na Kasprowy kolejką. W takiej sytuacji pozornie osiągamy jakiś cel. Zaliczamy szczyt. Ale czy faktycznie jest to wartościowe? Nawet jeśli możemy w ten sposób okłamać innych, to okłamujemy również samych siebie.

Góry – ofiary rynku

Niestety rynek podłapał tę potrzebę “zaliczania” i “odhaczania”. Dlatego możemy dotrzeć konno i po asfalcie do MOka, dlatego możemy stosunkowo łatwo, jeśli wydamy odpowiednio dużo pieniędzy, wejść na Everest. Dlatego wreszcie w Bieszczadach buduje się schody na szczytach – żeby ludzie, którzy chcą “zaliczyć” Tarnicę mogli bez większych problemów dostać się na szczyt. W tym ostatnim przypadku przykrym jest fakt mydlenia ludziom oczu opowieściami o tym jak dobrze owe schody będę chroniły przyrodę. Ci sami “obrońcy” zbywają milczeniem uwagi o nieodwracalnym oszpeceniu krajobrazu.

I coś w tym wszystkim jest. Nie ważne czy to Gorce, Tarnica czy Everest – ludzie wszędzie chcą łatwiej, szybciej, sprawniej. W pogoni za samospełnieniem i osiąganiem stawianych sobie celów zapominają, że nie wszystko sprowadza się do zaliczenia i zapomnienia.

WETLINSKA

Leave a Reply