Gdy po raz pierwszy sięgnąłem po tą książkę, równie szybko ją odłożyłem. Liczyłem na s-f, a element fikcji jak to się często zdarza u braci Strugackich jest tu dość mocno zakamuflowany.

Przez większą część książki można odnieść wrażenie, że czytamy dobry klasyczny kryminał. Mamy odcięty od świata hotel, mieszkającą grupę bardzo specyficznych (a przede wszystkim świetnie przedstawionych bohaterów) i wreszcie  zabójstwo w zamkniętym pokoju.

Powieść czyta się bardzo dobrze, a fikcja jest ukryta głęboko i ma przede wszystkim skłonić do przemyśleń osobistych. Czytelnik nie znajdzie tu poruszania ważkich kwestii społecznych, w umiarkowanym stopniu pojawiają się kwestie ogólnoludzkie. Powieść przede wszystkim zmusza do spokojnego zastanowienia nad swoimi własnymi postawami. Zostawia człowieka (co zawsze lubiłem w literaturze) lekko zamyślonego, może nawet rozczarowanego proponowanym przez autorów zakończeniem historii, jednak to rozczarowanie, pewne poczucie niedosytu sprawia paradoksalnie, że książka spełniła swoją rolę.

Książkę mogę z czystym sercem polecić wszystkim miłośnikom rosyjskiej, czy też właściwie radzieckiej fantastyki, jeśli chodzi o ludzi, którzy wcześniej ze Strugackimi czy na przykład Bułyczowem do czynienia nie mieli napiszę tak – mało tu fantastyki, dużo dobrej literatury i  przyjemności z czytania. Strugaccy potrafią sprawić, że lekkie pióro współgra z ambitną treścią. W “Hotelu…” to połączenie jest nadzwyczaj udane.

Przyjemność z czytania

80%

Wartość artystyczna

75%

Wrażenia Ogólne

75%

Książka jest aktualnie niedostępna w sprzedaży – szukajcie w bibliotekach. Istnieje również wydanie z tytułem “Sprawa zabójstwa”

Dalej znajdują się treści mogące być spoilerami

“Hotel…” został napisany w roku 1970, mimo to dzięki ograniczeniu treści fantastycznej właściwie się nie zestrzał. Możemy sobie wyobrazić, że grupa bohaterów mogła by zostać odcięta od świata także i dziś, w jakimś położonym głęboko w górach i pozbawionym zasięgu sieci komórkowych hotelu. Jednocześnie opowieść mogła by dotyczyć z równym prawdopodobieństwem czasów Holmesa czy Poirota. Jednocześnie główny bohater – inspektor Glebsky w żadnej mierze Holmesem ani Poirotem nie jest. Specjalizuje się w zwalczaniu drobnych fałszerstw, a do hotelu przyjechał po to by odpocząć od służby, przyjaciół i rodziny. Ta postać jest ważna. Glebsky jest praworządnym urzędnikiem, może nie twardogłowym, ale nie skłonnym do działania wbrew procedurom i podejmowania ryzyka czy brania na siebie odpowiedzialności.

 

Poważne spoilery

“Hotel…”  zmusza nas do zadania sobie pytania, jak my zachowalibyśmy się w kontekście kontaktu z obcymi, którzy oficjalnie tego kontaktu nawiązać nie chcą. Czy bylibyśmy gotowi zaryzykować i podjąć wiekopomną decyzję, która mogła by pozwolić uratować życie przybyszów, czy raczej jak inspektor trzymalibyśmy się procedur i prawa za wszelką cenę – w końcu dla prawa nie ma znaczenia, czy ktoś jest obcym, czy człowiekiem. Ale czy w takim razie, prawo, które naraża żywą istotę na niebezpieczeństwo, które mogą wykorzystać  przestępcy jest jeszcze prawem słusznym, prawem do którego należy się stosować? Książka jak już wspomniałem zostawia czytelnika z pewnym niedosytem, rozczarowaniem i tym cudownym bólem głowy, który czujemy gdy myślimy nad pytaniem, na które nie może być jednoznacznej odpowiedzi.

Ulubione postacie

inspektor Glebsky – za swoją normalność i strach przed staniem się kimś istotnym. Rzadko mamy do czynienia z postaciami tak ludzkimi.

Brune – dziecię jest archetypem buntownika. Warto docenić tą obecność w sztywnym świecie Hotelu pod poległym alpinistą

Alec – właściciel hotelu, spokojny, niedźwiedziowaty, dbający o bezpieczeństwo gości i budynku i ze względu na to bezpieczeństwo gotowy podjąć ryzyko i przyjąć na siebie odpowiedzialność.

Leave a Reply