O edukacji przyrodniczej, a raczej jej braku. Część II

By October 26, 2015Blog, Góry

Bezsens stacji narciarskich

Pierwszą część tego tekstu zakończyłem stwierdzeniem, że warunki geograficzne nie pozwalają nam nawet myśleć o powodzeniu niektórych przedsięwzięć. Jednym z nich są stacje narciarskie. Bardzo duża część naszych rodaków jeździ na nartach i pewnie każdemu z nas  kojarzy się to z tłokiem i kolejkami do wyciągów. Każdy kto miał okazje choć raz spróbować białego szaleństwa za granicą wie, że tłok i kolejki nie są koniecznością.

Mimo to buduje się u nas nie tylko stacje narciarskie ale i stosunkowo niewielkie wyciągi. Nikt nie uświadamia ludzi, że budowa 400 metrowego wyciągu na wysokości 700 m.n.p.m ma mały sens. Zwłaszcza jeśli trzeba w tym celu wyciąć i przeorać duży fragment lasu, który dotychczas był dość dziki.  Pewności, że będzie śnieg, albo chociaż temperatury ujemne nie ma, natomiast turystyka letnia i miejscowa przyroda zostaną bezpowrotnie zniszczone.

W dzisiejszym świecie nie ma sensu tworzyć stacji narciarskich z górną stacją poniżej 2000 m.np.m. a Tatr mamy zdecydowanie za mało, żeby pozwolić sobie na budowę wyciągów na takich wysokościach. Pora spojrzeć prawdzie w oczy – nie jesteśmy krajem alpejskim nie jesteśmy wstanie tworzyć stacji narciarskich bez nieodwracalnych strat w naszej przyrodzie. Ale o tym duże organizacje proekologiczne rzadko wspominają. Ważniejsze jest niszczenie plantacji modyfikowanej genetycznie kukurydzy. Władze, bojąc się lokalnych grup interesów, opowiadają bajki o wspieraniu przedsiębiorczości, zamiast powiedzieć wprost: taka inwestycja nie ma sensu, więcej – jest szkodliwa.

Edukacja ekologiczna w odpowiedniej perspektywie

Ale brak edukacji nie jest tylko problemem w przypadku wielkich inwestycji. Niewiedza potrafi wyjść na jaw również w codziennym życiu. Czasami chcąc być proekologiczni, chcąc chronić zagrożone gatunki z dalekiego świata nieświadomie sprowadzamy zagrożenie na gatunki rodzime. Bocianów w Polsce jest coraz mniej, jednym z istotnych powodów są coraz większe ilości hodowanego u nas rzepaku (jest to uproszczenie, ale powinno w tym momencie wystarczyć). Tymczasem na stronie jednej z sieci restauracji z burgerami czytam o tym jak to chcą chronić Orangutany, dlatego zrezygnowali z używania oleju palmowego na rzecz rodzimego oleju rzepakowego. Ochrona orangutanów jest chwalebna, ale dlaczego ma na tym cierpieć bocian?

Jeśli chcemy by nasze dzieci też mogły się cieszyć z naszego pięknego kraju, warto czasem zatrzymać się i pomyśleć – co ja sam robię, żeby tak było.

zima

Leave a Reply