Święto zimowego przesilenia

By December 22, 2016Blog, Felieton

Grudniowe święta są bardzo ważnym okresem w roku. Nie jest tak, jakby chcieli chrześcijanie, że są to ich święta. Zresztą oni sami oskarżając innych o “laicyzację” czy “zawłaszczanie” świąt są mało świadomi, że tak na prawdę to oni sobie to święto przywłaszczyli. Bezpośrednio rzymskie Sol Invictus, pośrednio ogólnoludzkie święto zimowego przesilenia.

Zresztą okres zimowego przesilenia od zawsze towarzyszył ludziom jako czas swoistego cyklicznego resetu. Oto dni przestają być coraz krótsze, świat przestaje zmierzać ku ciemności, a rusza z powrotem ku światłu. Niezależnie od tego czy nazwiemy ten okres Bożym Narodzeniem, Saturnaliami, Szczodrymi Godami czy Jul. Mimo to warto przejąć od chrześcijaństwa tradycję (jakże dziś ignorowaną przez nich samych ) pewnych przemyśleń i wniosków, które towarzyszą temu świętu. Kaczmarski napisał w swoim wierszu “Odmiennych mową, wiarą, obyczajem…”:

 

Czekał nas widok najzwyklejszy w świecie:
Stajenka, żłobek, ojciec, matka, dziecię.
Cud w tym był tylko, że na widok onych
Każdy się poczuł – niedoczłowieczony

 

Dla mnie to najważniejsze przesłanie grudniowych świąt. Doczłowieczenie, spokój i pozytywne nastawienie. Wydaje się to banałem ale zwłaszcza pokolenie naszych matek i babć ma tendencję do wprowadzania przed świętami nerwów w stylu “to trzeba posprzątać”, “tu trzeba umyć”, “Jeszcze koniecznie prezent dla ciotki Y, bo inaczej się obrazi”, “koniecznie nie spóźnij się na wigilię, bo zaczniemy dopiero jak będą wszyscy”, “koniecznie musimy przygotować tą potrawę, bo inaczej nie wypada”. Ludzie generują mnóstwo stresu, mnóstwo nerwów, mnóstwo złych emocji, mnóstwo rzeczy, które należy zrobić “bo wypada”. Na dodatek ze względu na ich pozycję w rodzinie często się im nie odmawia. A przecież wszystko sprowadza się do tego, żeby spędzić miło czas w gronie najbliższych. Nieważne czy da się komuś jakiś prezent, czy się od kogoś prezent dostanie. Nieważne czy wszystkie okna są umyte i kto zrobił jaką potrawę.

 

Świat rusza ku światłu, ku życiu ludzie też powinni. Kolejny banał, o którym na co dzień zapominamy. Ja osobiście najbardziej lubię ten moment wigilii kiedy usiądziemy z żoną z powrotem w domu z dala od innych ludzi, z dala od często zbyt oficjalnych rodzinnych wigilii. Przy lampce wina lub kubeczku miodu otworzymy kilka drobiazgów, które znalazły się pod naszą choinką. To jest prawdziwa atmosfera świąt – spokój, luz i uśmiech. Warto walczyć o takie wigilie, zwłaszcza jeśli sami jesteśmy ludźmi niewierzącymi. Tym bardziej jeśli wywodzimy się z domów, w których wiara nie jest specjalnie istotna, lub jest traktowana jako jeszcze jedna tradycja. Wierzę, że nie trudno będzie przekonać rodzinę, że świeta nie muszą być okresem składającym się z nerwów wynikłych z kolejnych “trzeba” i “wypada”.

 

Tekst jest oparty o podobny napisany przed rokiem tekst “Boże narodzenie z innej perspektywy

Leave a Reply